strych | recenzje płyt

Tagi: , , , ,

Recenzja płyty Fisza i Emade Heavi Metal oraz wspomnienia z koncertu

dodano: 12 czerwca 2009 autor: Karolina Jórga

fisz emade   heavi metal1 300x265 Recenzja płyty Fisza i Emade Heavi Metal oraz wspomnienia z koncertuChociaż kolejna płyta braci Waglewskich ukazała się już jakiś czas temu, myślę, że przybliżenie jej charakteru oraz wrażeń z koncertu, będzie chwilą relaksu, szczególnie dla koneserów ich muzyki oraz osób sięgających po płyty z wyższej półki.

Kolejny raz muzycy nie zawiedli swoich fanów. I choć można dostrzec różnice w tematyce oraz podkładzie muzycznym z początków kariery Fisza i Emade, ich kawałki wciąż posiadają cechy, które zawsze będą wyróżniać ich z ogółu szarych wokalistów. Nie ma wątpliwości, co do jakości płyty. Ambitne teksty i niebanalna muzyka to cechy, które nie zawiodą nawet najbardziej wybrednego fana. Tematyka płyty sprowadza się do lat młodości muzyków, dzięki czemu możemy poznać ich wspomnienia z lat szkolnych oraz odczucia z perspektywy minionego czasu. Elementem nowym, który z pewnością zaskoczył niejednego wielbiciela, są śpiewane teksty, które pojawiają się w utworach: „Najpiękniejsza kobieta w mieście” oraz „Pani bum bum”. Według mnie pasują one do całości i nadają jej świeżość. Na pewno nie jedna osoba dostrzegła zerwanie z tematyką miłosną, która przeważała na początkowych krążkach. Jest to element, którego mi brakuje, ponieważ utwory tj. „Polepiony” czy „Drewno” to klasyki, których można słuchać godzinami. Były najlepszym dowodem, jak można połączyć hiphopowe brzmienie i głębokie uczucia. Na krążku Heavi Metal teksty traktują kobiety raczej negatywnie, czyli zupełnie odwrotnie niż na poprzednich albumach. Ma to zapewne związek z doświadczeniami muzyków z kobietami w latach szkolnych. Co do muzyki to z każdym albumem nabiera ona nowego brzmienia o co stara się niezastąpiony w tej dziedzinie Emade. Tak jak Fisz zadziwia tekstami, tak Emade podkreśla to naprawdę oryginalną oprawą muzyczną. Nie zawiódł on i tym razem. Muzyka także wiąże się z tematyką płyty. Świadczą o tym charakterystyczne wstawki gitarowe oraz momentami naprawdę ciężkie i „tłuste” bity chwilami wręcz agresywne. Podobne jednak do aranżacji z płyty "Piątek 13". Słowem oldschool. Pasują one jednak do tekstów, które również do najsubtelniejszych nie należą. Emade postarał się jednak, aby na płycie nie zabrakło kultowego brzmienia, w postaci trąbki oraz fortepianu, które odnajdziemy w utworze „Heavi metal”.

Fisz Emade  Recenzja płyty Fisza i Emade Heavi Metal oraz wspomnienia z koncertu

Sukces duetu Waglewskich tkwi nie tylko w nagrywaniu kolejnych fenomenalnych płyt. Sekret tkwi również w koncertach, które dosłownie wbijają w podłogę. Jeżeli myślicie, że nie warto iść na koncert Fisza i Emade, bo jak większość artystów kawałki zagrane na żywo będą brzmieć dokładnie jak na płycie to się poważnie mylicie. Każdy z koncertów jest inny i na każdym widać zaangażowanie muzyków w uczynienie go czymś wyjątkowym. Utwory grane są w zupełnie nowych aranżacjach, przez co tak naprawdę nie mogą się znudzić. Każdy koncert jest inny tak samo jak utwory na nim grane. Wierzcie mi na słowo, byłam na kilku koncertach Fisza i Emade i za każdym razem rozpoznawałam utwór dopiero, kiedy Fisz zaczynał śpiewać. Świadczy to o dużym zaangażowaniu w tworzenie muzyki i dbałość o zadowolenie fanów. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji być na koncercie duetu Waglewskich, to nie zwlekajcie. Kupcie bilet na najbliższy koncert w waszym mieście i po prostu idźcie z nastawieniem na przednią zabawę. Sami przekonacie się, jakie pozostawi na was wrażenie.
Co do płyty, to serdecznie polecam szczegółowe przesłuchanie każdej piosenki. Z pewnością nie będziecie żałować. A dla osób, którym muzyka Fisza i Emade jest nieznana, gorąco polecam zagłębienie się w całą twórczość muzyczną od krążka „Polepione dźwięki” aż po „Heavi Metal”, który swoją drogą jest naprawdę dobry.

komentarze (1)

Tagi: , ,

Contemporary Noise Quintet

dodano: 27 maja 2009 autor: Gabriela Szymaszkiewicz

contemp 290x300 Contemporary Noise Quintet

Na polskiej scenie muzycznej można być albo bardzo znanym, albo nie znanym wcale. Odpowiedzialne za ten fakt są głównie rozgłośnie radiowe, które unikają prezentowania ambitniejszej muzyki. O polskim jazzie można powiedzieć wiele dobrego. Nasi artyści są znani na całym świecie - głównie za sprawą starszego pokolenia. Jest jednak zespół, który nagrał świetną płytę i zasługuje na uznanie: Contemporary Noise Quintet. Zespół został założony w 2006 roku przez braci Kapsa, po rozpadzie grupy Something Like Elvis. Członkowie zespołu określają muzykę, którą grają połączeniem jazzu, muzyki filmowej oraz improwizacji. Pig Inside the Gentleman to jedyna płyta zespołu, który przechodzi zmiany składu. Unaffected Thought Flow wydano pod szyldem Contemporary Noise Sextet, a Theatre Play Music jako Contemporary Noise Quartet.

Płyta Pig Inside the Gentleman jest świetnym dowodem na to, że jeśli chce się stworzyć coś naprawdę dobrego to można to osiągnąć. Utwory zaskakują różnorodnością klimatu i aranżacji, a tytułowy utwór jest małym arcydziełem, którego naprawdę trudno przestać słuchać. Specyfika utworu idealnie pasuje do tytułu; na początku zadziorny i bardzo dynamiczny, później spokojny i opanowany jak prawdziwy gentleman. Dla osób interesujących się jazzem projekt ten z pewnością jest znany, ale Ci którzy jeszcze nie zakosztowali tego gatunku,  dzięki tej płycie w delikatny sposób przenikną do świata jazzu. Jeśli można by opisać to w dwóch słowach powiedziałabym: przystępny jazz. Zdecydowanie polecam całą płytę i ostrzegam: P.I.G uzależnia!

Skład:
* Bartek Kapsa - perkusja
* Kuba Kapsa - pianino
* Tomasz Glazik - saksofon tenorowy, saksofon barytonowy
* Wojciech Jachna - trąbka
* Patryk Węcławek - bas

brak komentarzy (0)

Tagi: , ,

Sentyment, nie iluzja - "Iluzjon cz. I" Reni Jusis

dodano: 05 maja 2009 autor: Izabela Hubala

iluzjon reni jusisimages big2864447041 Sentyment, nie iluzja   Iluzjon cz. I Reni Jusis
Kiedy słuchałam przedostatniej płyty artystki  „Magnes” odczuwałam niedosyt, a Reni Jusis miałam za najlepszą polską wokalistkę śpiewającą na przesterze i nie odważyłabym się wypowiedzieć na głos moją fantastyczną wizję co by się na śmieszność nie wystawiać. Nie wierzyłam, że klubowa ikona mogłaby zmienić stylistykę i zaśpiewać „czystym” głosem. Moje marzenie było piękne, ale jak zdawało mi się nie realne, bo jak to tak Reni miałaby zamienić elektro na jakąś inną konwencje? Na akustykę? I jakież było moje zdumienie niezwerbalizowanego pragnienia, kiedy nagłówki gazet krzyczały, ze oto Zakręcona przeprosiła się z fortepianem i nagrywa zupełnie inną płytę.

„Iluzjon” przekreśla wszystkie obiegowe opinie, jakie zgromadziły się wokół Reni przez ostatnich dziesięć lat. To nie jest już ta sama Zakręcona Renata, która w neonowych lateksach przemierzała klubowe podesty. „Iluzjon część 1” pozwala poznać nam Reni, jakiej do tej pory nie widywaliśmy. To bardzo „przybliżający” album. Bliżej głosu, bliżej fortepianu, a przede wszystkim bliżej dojrzałych kobiecych myśli o życiu, miłości, prywatności i showbiznesie.

Artystka porzuciła wszelkie zasłony głosowe zniekształcające jej głos. Na nowej płycie śpiewa pełną, spokojną piersią. To cudowna odmiana usłyszeć ten sam głoś, znany od dziesięciu lat, w zupełnie nowych okolicznościach. Ciepły, delikatny melancholijnie łączy się z fortepianem. Wybór instrumentu przewodniego był spełnieniem wieloletniego pragnienia Reni o komponowaniu na szlachetnych klawiszach fortepianu, na których zaczynała artystyczną przygodę w szkole muzycznej. Dekada rozłąki z instrumentem przyniosła intensywne melancholijne kompozycje. Jednak fortepian to nie jedyny instrument jaki można usłyszeć. Towarzyszą mu akordeon, pedał steel guitar, melotron, cymbały wileńskie, wibrafon, celesta, organy Hammonda i piano Rhodesa.

Album otwiera kompozycja „Delirium” – w całości instrumentalna, utrzymana w klimacie kobiecego floydyzmu. Zaprasza do spokojnego zagłębienia się w materiał i wprowadza do promującego „Iluzjon” singla – „A mogło być tak pięknie”. Cytując fragment tekstu: „oto dla miłości requiem”. Najpiękniejsza piosenka opatrzona teledyskiem na miarę filmu krótkometrażowego. Kolejny utwór, który nazywa się dokładnie tak samo jak płyta opowiada o przemianie, jaka dokonała się w Reni Jusis, tłumaczy dlaczego oderwała się od elektroniki. Nie zdradzę, do jakich wniosków dochodzi artystka, pozostawiam to Waszej wrażliwości na metafory. „Dwoje na huśtawce” inspirowane sztuką teatralną Wiliama Gibbona, dokładnie oddaje to jak czujemy się podczas jazdy kolejka górską i podczas bycia w związku. Kto by pomyślał, że to te same wrażenia… W „Ostatecznym starciu” Reni Jusis miała okazję pracować ze Staszkiem Soyką, którego często wskazuje jako swojego ulubionego artystę. Tekst opowiada po prostu o publicznym praniu uczuciowych brudów. Zawsze kiedy tego słucham nasuwa mi się taka refleksja, że kto jak kto, ale Reni ze swoim zdystansowaniem do plotkarskich aren, ma wszelkie prawo aby krytykować świat, o którym śpiewa. „Powiedz, kto dziś jeszcze posłuchać chce smutnej dziewczyny przy fortepianie skoro gwiazdy dziś tańczą na głowie i robią szpagat na śniadanie(…)” tak zaczyna się kolejna piosenka i ja lepiej niż cytat nie umiem jej skomentować. „Nie umiem już kochać” to duet Reni Jusis z mężem, Tomaszem Makowieckim. Można doszukiwać się tu wpływów Makowieckiego na Reni jednak, po co? To po prostu ładna piosenka gdzie kobieta ma wątpliwości i trudności, a mężczyzna robi to, co każdy prawdziwy, kochający mężczyzna powinien robić i mówić swojej kobiecie. „Osiem minut” kompozycja i wykonanie przy współudziale Gaby Kulki. Kobiety przez uroczą kobiecą harmonię mówią, że jednak trzeba zwolnić i pocieszyć się życiem „nim ciemności spadną”. „Był sobie paź” – historia o nim, „Panna z bagien” – moja ulubiona z całej płyty, historia o niej, „Kurtyzana” zamyka kompletny album wyciszonym, naturalnym wokalem.

Mam taką teorie dotyczącą rozwoju artystycznego, gdzie uważam, że każdy nowy krok, poszukiwanie i sięganie dalej zapewnia większy rozwój artystyczny, niż nawet najlepsze kompozycje oparte o dotychczas sprawdzone rozwiązania i powielanie samego siebie, bo to mimowolny regres. Cieszy fakt, że Reni Jusis w takim stylu świętuje dekadę działalności muzycznej bo "Iluzjon część 1" to piękna płyta dojrzałej kobiety; krążek, który niesie radość w życiowej mądrości i melancholię w życiowej prawdzie.

Nie mogę doczekać się trasy koncertowej po starych kinach w całej Polsce.

brak komentarzy (0)

Tagi: , ,

Happysad "Wszystko jedno"- jeden z 50 najlepszych albumów polskiego rocka.

dodano: 22 marca 2009 autor: seszen

happysad wszystko jedno 19 300x300 Happysad Wszystko jedno  jeden z 50 najlepszych albumów polskiego rocka.

Lista utworów:

  1. Czysty jak łza
  2. Zanim pójdę
  3. Hymn 78
  4. Partyzant K
  5. Noc jak każda inna
  6. Jeszcze, jeszcze
  7. Czarownicy pies
  8. Ostatni blok w mieście
  9. Ja do Ciebie
  10. Wrócimy tu jeszcze
  11. Tak mija czas
  12. Psychologa!!!
  13. Jeśli nie rozjadą nas czołgi
  14. Wszystko jedno

Data wydania: 01.07.2004
Firma fonograficzna: SP Records

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam Happysad, od razu się zauroczyłam tym zespołem. Tak naprawdę nigdy wcześniej nie słuchałam tego rodzaju muzyki, ale oni powalili mnie na kolana. Wszystko za sprawą piosenki „Zanim pójdę”. Przez pierwsze kilka dni po jej odkryciu, nie chciałam słuchać niczego innego. Od tej pory zaczęłam śledzić losy Happysad.

Zespół ten istnieje od 2002 roku, w skład którego wchodzą: Jakub Kawalec „Quka” (wokal, gitara, teksty), Łukasz Cegliński „Cegła- pan latawiec” (gitara, wokal), Artur Telka „Artour” (gitara basowa) oraz Jarosław Dubiński (perkusja)- zastępując Maćka Sosnowskiego.

W lipcu 2004 roku ukazał się debiutancki album zespołu „Wszystko jedno”. Znajduje się na nim 14 utworów , które wokalista zespołu określił mianem rocka regresywnego z elementami reggae dopełnionych charakterystycznymi, nieraz ironicznymi tekstami. To właśnie teksty są mocną stroną tego albumu. Dzięki zabawom słowem, ciekawym metaforom oraz aluzjom do otaczającej nas rzeczywistości autor potrafi zaciekawić słuchacza kolejnymi przedstawionymi historiami.

Na płycie znajdują się różne kawałki: szybkie, dynamiczne, sprawiające, że album jest różnoraki tj. „Psychologa!!!”, czy „Noc jak każda inna”. Jednak fani czegoś spokojniejszego również coś dla siebie znajdą. Melancholijna piosenka „Partyzant K” opowiadająca o parze zakochanych, którzy mając niewiele czasu dla siebie, daliby się nawet wychłostać, aby tylko spędzić kilka chwil razem. Dni spędzone wspólnie są dla nich sensem istnienia. Kolejną spokojniejszą piosenką jest „Zanim pójdę” singlowy utwór promujący tę płytę. Piosenka refleksyjna, z uczuciem, ma w sobie nieodparty urok, dzięki czemu stała się najpopularniejsza. Spędziła ona 33 tygodnie na Liście Przebojów Trójki prowadzonej przez Marka Niedźwieckiego. Ostatnim utworem, zamykającym album „Wszystko jedno” jest piosenka o takim samym tytule. Można powiedzieć, że „Wszystko jedno” jest wisienką na pysznym torcie, jest dopełnieniem całej płyty i najsmakowitszym kąskiem. Kolejna piosenka melancholijna, o niespełnionej miłości i nadziei. Uczucie zawodu, smutku, złamanego serca przepełnia nie tylko autora tekstu, ale również słuchaczy. Czujemy się, jakby to nas samych spotkał zawód miłosny, a smutek wypełnia naszą duszę po brzegi. Chcielibyśmy, aby serce nigdy się nie złamało, aby smutek odszedł.

Jaki jest więc album „Wszystko jedno”? Na pewno warty przesłuchania. Można się w nim zakochać. Niech za płytą przemówi jeszcze fakt, że „Teraz rock” umieścił ją wśród 50 najważniejszych albumów w historii polskiego rocka. Więc jeśli jeszcze nie przesłuchałeś tego albumu, sięgnij po niego i ściągnij go z półki twojego sklepu muzycznego.

brak komentarzy (0)

Tagi: , , ,

The Analogs - Miejskie Opowieści

dodano: 16 marca 2009 autor: rzeka

plyta10 cd The Analogs   Miejskie Opowieści

Okładka płyty "Miejskie Opowieści"

22 sierpnia 2008 roku miała miejsce premiera nowego - już dziesiątego - albumu szczecińskiego zespołu The Analogs. 13 zawartych w nim utworów (14 w wersji winylowej) przynosi nam autorskie kompozycje zespołu. Dotychczas można było spotkać głównie covery innych ekip, teraz, jak widać, chłopaki postawili na swoje.Niechciane dzieciaki, z nienawiści chore, młode, silne, dzikie i na śmierć  gotowe, forsa, spluwy, prochy, tatuaże, pięści, to o nich są właśnie - miejskie opowieści

Tymi słowami rozpoczyna się tytułowy kawałek Miejskich Opowieści zatytułowany tak samo jak album.

Niestety nie wszyscy uważają nowy album Analogsów za idealny. Wielu z nich uważa, iż zespół kieruje się w stronę coraz większej komercji. Między innymi dzieje się tak z powodu prostych tekstów.

Utwory zawarte w albumie:

  1. Miejskie opowieści
  2. Dziewczyny
  3. Brzytwa
  4. Fridman
  5. Przegrany
  6. Zemsta
  7. Madonna tego miasta
  8. Hej panie DJ!
  9. Armia niewolników
  10. Latarnia
  11. Nie obchodzi mnie
  12. Życie jest za krótkie
  13. Nasz Rock'n'Roll

Jak widać, staruszek punkrock nie ma się najgorzej.

brak komentarzy (0)

Tagi: , , ,

Snowman 'Lazy'

dodano: 11 marca 2009 autor: Otto

snowman 300x199 Snowman Lazy

Snowman - nazwa tego zespołu potrafi wprowadzić trochę w błąd. Zabawa ze śniegiem? Święta? Nazwa albumu - "Lazy". Co może zawrzeć płyta, której nadano taki tytuł? I czemu prawie każdy, kto słuchał płyty, był w najgorszym przypadku zadowolony?
A wystarczy posłuchać. I automatycznie przyzna się rację tym, którzy chwalą.

Album składa się z 11 ścieżek, które przywodzą na myśl oniryczne, zimowe krajobrazy, ale wbrew nazwie potrafią też rozgrzać i wcale nie są takie "lazy". Wokalista zespółu Michał Kowalonek w nagraniach dał z siebie naprawdę wszystko. Jego charakterystyczny głos, jasny i żywiołowy, nadaje tej płycie prawdziwej duszy i czegoś, co z braku lepszego określenia można nazwać uśpioną energią, choć może sporą rolę w tworzeniu linii wokalu odegrały elektroniczne efekty, których wokalista nie oszczędzał. W połączeniu z nieco senną, nieco jazzową, nieujarzmioną muzyką, tworzą bardzo niepowtarzalny zestaw. Brzmienie tenorowego saksofonu (improwizacje Pawła Postaremczaka) nadaje całości bardzo specyficznego smaczku, który chwilami przywodzi na myśl szare, miejskie wieczory w okresie zimowego przesilenia. Wszystko podane jest w formie, którą powinni zaakceptować nawet ludzie nietolerujący muzyki, która zawiera elementy improwizacji. Zespół posługuje się odrobiną brzmień elektronicznych, które umiejętnie wplecione w całą resztę dodają momentami solidną dawkę psychodelii. Wszystko to powoduje, że album "Lazy" zespołu Snowman trudno zamknąć w jakiejkolwiek szufladce muzycznej - industrial jazz, może noir progressive fushion?:) Można próbować, ale chyba tylko gdzieś w przestrzeni pomiędzy tymi szufladkami. I na tym także polega przewaga tej płyty - wymyka się dotychczasowym ramom i można się pokusić o zdanie, że Snowman wyznacza w polskiej muzyce coś całkiem nowego. Zobaczymy, co zaserwują słuchaczom następnym razem.

brak komentarzy (0)