Dla odwrócenia konwencji artykułów o teledyskach polskich zespołów proponuję krótką historię polskiego twórcy zagranicznych teledysków. I tak oto moi tani – KINGA BURZA. Burza Kinga urodziła się w Krakowie, wychowała w Sydney, ale rozczarowana zawodowa stagnacją na Antypodach w 2005 roku przeprowadziła się do Londynu. Australijska szkoła dała Kindze okazje do zapoznania się ze sztuka reżyserską, ale obraz filmowy bez dźwięku wydawał się jej mniej ciekawy niż filmy krótkometrażowe opatrzone muzyką. Na dobry początek angielskiego życia zrealizowała dwa teledyski do piosenek Jack’a Ladder’a – „Up” i „Black hole blues”. Kolejny rok przyniósł trzy produkcje. Dwa obrazy dla M.Craft – "You Are The Music” i "Sweets":
Teledysk inspirowany latami 70. Przez cały czas trwania piosenki śledzimy i podglądamy długowłosą kobietę, która spaceruje nocą po amerykańsko wyglądającym mieście. Kobieta po prostu korzysta z nocnych ofert metropolii. Całość tworzy przygnębiająco spokojny, spójny obraz o lekko niepokojącym wyrazie. Zniekształcone kolory przywodzą na myśl filmy z barem mlecznym w drugoplanowej roli. W tym samym roku Kinga zrealizowała też klip dla Tilly and the Wall – "Sing Songs Along"
Pełno taneczny i żwawy videoklip z długimi ujęciami i niedyskretnymi przejściami montażowymi. Dowód na to jak filmowy styl Burzy zaczynał się krystalizować w stronę bogatej kolorystyki i amorficznych scenariuszy. Rok 2007 to czas bogaty w filmowe produkcje. Zwłaszcza te tworzone dla Kate Nash, debiutującej w Wielkiej Brytanii wokalistki, która swoimi przewrotnymi tekstami podbiła angielskie listy przebojów. Równie przebojowe teledyski, które zrobiła dla Kate Kinga otworzyły jej wiele drzwi miedzy innymi te na scenę festiwalu festiwali – Glastonbury 2008. Wideoklipy Kate Nash są bardzo charakterystyczne i przedstawiają to, co Burza lubi najbardziej w pracy reżysera.
Dzięki tej piosence Kate miała szanse nagrać debiutancki album, a Kinga na dobre zadomowiła u Nash jako regularny reżyser. Stworzyła też obrazy do "Foundations", "Mouthwash", "Pumpkin Soup". już po pierwszym obejrzeniu widać, że rudowłose artystki obierają świat w podobnej i estetyce i identycznej barwie. Mnogość detali i wszelkich gadżetów. wszędzie jest gęsto do rekwizytów. Im więcej tym lepiej, a już naj, najlepiej jeśli będą to przedmioty pop-kulturowe lecz archaiczne, zapomniane i wyparte przez nowsze technologie. Znamienna jest też bogata kolorystyka. Oczopląsowe barwy kolory tęczy, czasami pastele. Wszystko kobiece i zabawne. Techniki poklatkowe, płynne przejścia montażowe udowodniają, że Kinga Burza potrafi się rozwijać. Kinga Burza stworzyła też klipy dla męskich przedstawicieli muzycznego świata, między innymi dla The Thrills ('Teenagers') i The Rakes – 'We Danced Together':
Owy teledysk należy do moich ulubionych. Kolorystyka spokojniejsza, stonowana do popielatości miasta. Burza jednak nie wyzbyła się krzykliwych gadżetów. Co mnie osobiście cieszy, bo stałymi elementami repertuary tworzy się ikony! Reżyserka umieściła zespół na dachu i kazała im grać tytułową piosenkę, a w dole, miedzy ulicami puściła jakąś parę zakochaną, która w monochromatycznej miejskiej przestrzeni podąża tropem absolutnie kolorowych symboli, a całość takt „We danced together”. Ważne jest to, że zespół architektonicznie góruje nad bohaterami w dole, co zwykle narzucałoby postaciom podległość muzyce. Jednak tropiciele pozostają niezależni i nic z rytmu piosenki sobie nie robią. The Rakes w pierwszej połowie filmu przedstawiani są w bardzo bliskich, intymnych planach nie zdradzających za wiele informacji o przestrzeni okolicznościach w jakiś się znajdują. Druga połowa klipu przynosi rozwiązanie, ponieważ para dochodzi do celu i jak to w teledyskach bywa spotyka akompaniujący im zespół. Ba zespół i jeszcze tańczącą opętańczo grupę. I pojawia się prawdziwa Kinga z burzą konfetti i kolorowych dymów. Na koniec wpadają już tylko militarni wysłannicy do spraw pacyfikacji potańcówek, ale zastana sytuacja ich dosłownie rozbraja. Innymi przedstawicielami płci brzydkiej, z którymi współpracowała Burza są Francuzi z The Teenagers. Ja osobiście bardzo lubię w ponury dzień obejrzeć sobie klip do "Homecoming" bo wzbudza to we mnie nostalgiczne rozbawienie...
Melorecytowana piosenka utrzymana w retro-elektro klimacie, dla której Burza wybrała wizualna stylistykę lat 60. Dużo kolorów, tym razem pastelowych. Muffinki, kwieciste zasłony falbanki, kwieciste tapety, różowe ramki, kwieciste tapczany, pufy, dziewczyny, kwieciste wykładziny, koszmarne aktorstwo, kwieciste narzuty, latające pompony. Przysięgam, to wszystko trzyma się kupy – najświeższy powiew sepii ever! Zabawny i cudowny. Równoległy czasowo klip dla jeszcze jednego faceta 'Merrymaking at My Place' Calvina Harrisa.
Wizualnie bardzo zbliżony do “Homecoming”. Dużo kwiecistych motywów, stare telefony, pastelowe wnętrza. Ale o tyle o ile video dla The Teenagers było statyczne, o tyle produkcja dla Calvina Harris’a to teledysk drogi. Trasa wiedzie labiryntami miedzy kondygnacjami domu, imprezowiczami, a meblami. Klaustrofobiczna podróż; wrażliwszym polecamy doustne środki niwelujące niepożądane efekty choroby lokomocyjnej. Oczywiście jak każda udana podróż tak i ta musiała zakończyć się destrukcją pojazdu. Rok 2008. Jak sama artysta mówi, był to czasem pełnym kontrastów. Z jednej strony realizacja klipu do najgorętszego hitu ubiegłego roku, który został hucznie nagrodzony, a z drugiej strony brak zleceń i zawodowy przestój. Owym nagrodzonym wideoklipem jest obraz do „I kissed the girl” debiutującej Katy Perry, która z śpiewającej chrześcijański pop-rock Katy Hudson zapragnęła przeistoczyć reaktywowaną pin-up girl i grać pop-pop-rock. Kinga wizualnie spełniła jej pomysł, a efekt zna już pewnie większość.
Ot taki osobliwy wieczór, kiedy to przyjaciółki ubrane w misterne gorsety i kabaretki opowiadają sobie o tym, jakie miękkie są kobiece usta. Producenci Katy wiedzieli jak jej dogodzić i wybrali kogoś, kto jak nikt inny ma wyczucie detalu, co dla bruleskowej konwencji jest bardzo ważne: kokardki, obcasy, wachlarze, zapinki, guziczki… wszystko jest na swoim miejscu. Burza w 2008 roku nakręciła też dla innych debiutantek. Pierwszą była nowozelandzka Ladyhawke – "Back of the Van". Mimo, ze wciąż kolorowy to jednak kolorowy inaczej. Przypomina mi trochę wczesne teledyski Duran Duran i ogólnie klipy z lat 90. Bardzo stylowo, filmowanie pod światło i gwiezdne tło. Zobrazowała tez debiut La Roux- "Quicksand". Surrealistyczna plaża, lenistwo i radosny smutek – każdy artysta chciałby mieć taki klip! Świeżutko, parno i ta wielka papuga… Końcówka 2008 przyniosła realizacje teledysków dla dwóch artystów, którzy już dość silnie zakotwiczyli się już na miedzy narodowym rynku muzycznym. Po pierwsze James Blant i „Love, Love, Love”. Moim zdaniem puki co to najlepszy klip Kingi. Megakolorowy, nawiązujący do stylistyki beatlesowskiej, kiedy to wideoklipy kręciło się w studio z takimi śmiesznymi podwyższeniami. To właśnie ten typ tyle, że w pastelach. Drugi to Will Young - "Grace", którego obrazu nie skomentuję, ale nie ze względów artystycznych, lecz ze względów dystrybucyjnych. Nie udało mi się obejrzeć „Grace”, ponieważ „Film jest niedostępny w Twoim kraju”… 2009 rok Kinga rozpoczęła dwoma obrazami. Jeden to futurystyczny teledysk drogi dla La Roux - "In For The Kill", drugi to debiutanckie Noisettes - "Don't Upset the Rythm".
La Roux - “In For The Kill”
Noisettes - “Don’t Upset the Rythm”
Bardzo obiecujący zespół w wyjątkowych okolicznościach. Bardzo estetyczny I przyjemny klip z wyważonym monochromem i pełno kolorowa paleta barw. Mnie – fanatyczkę perkusji - osobiście zachwycił zestaw transparentnych bębnów wypełnionych malinowymi piłeczkami. Jak tu nie kochać iluzji kina – normalnie taki zabieg zniszczył by wszelki odsłuch… A może to jest najlepsze działo Kingi...
Podsumowując można mieć pewien problem z charakterystycznym dla podsumowań elementem, czyli klasyfikacją. Prac Kingi Burzy zaszufladkować nie jest tak prosto, ale można wymienić parę bardzo osobliwych dla niej punktów:
1. K. B. ma skłonności do kolorystycznego przepychu;
2. K. B. czyni świat takim, jakim widział go David Bowie podczas „Heroes”;
3. K. B. uwielbia gadżety!;
4. K. B. rozumie, że klip to autonomiczne dzieło, które istnieje dla piosenki;
5. K. B. ma naturalnie zachowuje intuicję i asertywność w doborze zleceń.