strych | polecane

Tagi: , , , ,

Wielki powrót grupy Blenders

dodano: 11 lipca 2009 autor: Karolina Jórga

blenders r1 c1 300x185 Wielki powrót grupy BlendersPo 8 latach przerwy, w końcu ukaże się nowy krążek Blenders. Posłuchać będzie go można już jesienią tego roku. Miła informacja dla fanów! Zespół powraca w pierwotnym składzie. Spodziewać się możemy tego, co najlepsze w dorobku zespołu, muzycznej esencji. Lenn Meyer znowu zaśpiewa!




Obecnie zespół promuje utwór pt.: „Kasia”, który zakwalifikował się do SOPOT HIT FESTIWAL 2009. Teledysk do utworu, kręcony będzie na sopockiej plaży. Udział w nim wezmą przede wszystkim piękne kobiety, a całość teledysku stworzy obraz imprezy.

Blenders na scenie zadebiutował już dawno, bo w roku 1994, a debiutancki album wydali w roku 1995 pt.: „Kaszebe”. Druga płyta „Fankomat” ukazała się rok później i zawierała jeden z największych hitów zespołu „Ciągnik”. W roku 1997 ukazał się album „Fankofil”, który był kontynuacją „Fankomatu” i zawierał hit „Owca”, który do dnia dzisiejszego ma dla fanów wartość sentymentalną. Ostatni krążek ukazał się w 2001r pt.: „Kuciland”. Z niecierpliwością czekamy na kolejny album!

brak komentarzy (0)

Tagi: , , ,

Wilki Unplugged

dodano: 17 czerwca 2009 autor: Karolina Jórga

wilki unplugged1 300x300 Wilki Unplugged

Wspaniała wiadomość dla fanów zespołu Wilki. W sprzedaży jest już dostępna DVD + CD z koncertu kultowej na całym świecie serii MTV Unplugged.
Zespół jest trzecią polską kapelą, która otrzymała zaproszenie od stacji MTV. Po wielu latach grania wielkich, plenerowych koncertów, zespół z radością przyjął propozycję zagrania kameralnego koncertu.

Koncert został zarejestrowany 27 lutego. Kapela zaprezentowała 20 utworów w akustycznych aranżacjach, w warszawskim Studio Buffo. Na koncercie widownie stanowili najwierniejsi fani oraz najbliżsi przyjaciele. Zespół wykonał swoje ponadczasowe utwory tj. „Son of the blue sky” czy „Eli lama sabachtani”, ale również utwory młodsze np.: „Baśka” czy „Bohema”. Zespół wykonał również jeden premierowy kawałek pt.: „Obudź mnie”, który powstał specjalnie z myślą o MTV Unplugged. Zgodnie z tradycją, nie odbyło się bez zaproszenia gości specjalnych, którzy wykonują wybrane piosenki z zespołem. Wilki do współpracy zaprosiły Kasię Kowalską, która w duecie z liderem Wilków wykonała utwór „Cień w Dolinie Mgieł”. Drugą zaproszoną wokalistką była Reni Jusis, która zagrała na fortepianie i zaśpiewała utwór „Beniamin”.
Produkcja jest zapewne nie lada gratką dla wiernych fanów zespołu. To jakby uwieńczenie wieloletniej kariery, kultowego już zespołu Wilki. Podstawowym formatem jest wydane w digipacku DVD + CD. Dla osób, które chcą tylko posłuchać, pojawi się również wersja CD.

Tracklista wydawnictwa: DVD:

1. Fajnie, że jesteś
2. Na zawsze i na wieczność
3. Słońce pokonał cień
4. Zostać mistrzem
5. Jeden raz odwiedzamy świat
6. Bohema
7. Cień w Dolinie Mgieł
8. Bogowie zimni jak kamień
9. Obudź mnie
10. Love story
11. Folkowy
12. Beniamin
13.  Ja ogień ty woda
14. Heart of gold
15. Here I Am
16. Baśka
17. N'avoie
18. Son of the blue sky

Bonus tracks:
1. Atlantyda łez
2. Eli Lama Sabachtani

Making of:
Prezentacja zdjęć

CD:

1. Fajnie, że jesteś
2. Obudź mnie
3. Bohema
4. Cień w Dolinie Mgieł
5. Heart of gold
6. Baśka
7. Zostać mistrzem
8.Eli Lama Sabachtani
9. Beniamin
10. Folkowy
11. Love story
12. N'avoie
13. Son of the blue sky

 

 

 

--

Profesjonalny catering zorganizuje bankiet lub konferencję.

komentarze (1)

Tagi: , , , ,

Letnia trasa koncertowa Blue Cafe już trwa!

dodano: 17 czerwca 2009 autor: Karolina Jórga

blue cafe3 Letnia trasa koncertowa Blue Cafe już trwa!
Z okazji 10-lecia istnienia Blue Cafe, zespół przygotował dla swoich fanów dwuetapową trasę koncertową. Pierwszym etapem jest trasa letnia, która rozpoczęła się na początku czerwca i trwać będzie przez całe lato. Koncerty organizowane w plenerach na dużych scenach. Drugim etapem natomiast jest trasa jesienna, która będzie kameralną trasą koncertową.
Najbliższe koncerty zespołu odbędą się 21.06 w Kwidzynie, następnie 22.06 w Krośnie. Jak mówi wokalistka Dominika Gawęda, koncerty plenerowe bardzo różnią się od tych klubowych. Widzi się tylko morze głów i trzeba zrobić wszystko, żeby dotrzeć do osoby stojącej na samym końcu. - Duże sceny rządzą się tym, że trzeba na nich być, żyć, biegać, cały czas musi być ruch, ponieważ na widza działa nie tylko muzyka, ale także to, co się dzieje na scenie, cały ten show - dodaje lider Blue Cafe.
Terminy jesiennej trasy koncertowej nie zostały jeszcze podane. Wiadomo natomiast, że będą odbywać się w salach klubowych. Wokalistka bardzo ceni sobie taki kontakt z publicznością. Jak sama mówi, jest wtedy spokojniejsza, oprócz tego może wsłuchać się w ludzi i widzieć ich reakcje. Odczuwa wtedy bliskość z fanami.
Mimo iż trasa koncertowa już się rozpoczęła, trwać ona będzie do końca sierpnia. Dlatego nie martwcie się, jeśli nie udało się wam dotrzeć na koncert. Będzie ku temu jeszcze okazja. Dla zainteresowanych przebieg całej trasy koncertowej:

07.06 Ozorków
08.06 Wodzisław Śląski
14.06 Chełm
15.06 Krosno
21.06 Kwidzyn
22.06 Krotoszyn
28.06 Myślenice
29.06 Łosice
05.07 Turek
06.07 Jastrzębie Zdrój
13.07 Mielec
26.07 Ustka
27.07 Wejcherowo
02.08 Krynica Zdrój
23.08 Ełk
30.08 Kluczbork
31.08 Piotrków Trybunalski

 

 

 

Jeśli organizujesz imprezę, to zatrudnij nasz catering pomożemy Tobie od strony gastronomicznej.

komentarze (3)

Tagi: , , , ,

Recenzja płyty Fisza i Emade Heavi Metal oraz wspomnienia z koncertu

dodano: 12 czerwca 2009 autor: Karolina Jórga

fisz emade   heavi metal1 300x265 Recenzja płyty Fisza i Emade Heavi Metal oraz wspomnienia z koncertuChociaż kolejna płyta braci Waglewskich ukazała się już jakiś czas temu, myślę, że przybliżenie jej charakteru oraz wrażeń z koncertu, będzie chwilą relaksu, szczególnie dla koneserów ich muzyki oraz osób sięgających po płyty z wyższej półki.

Kolejny raz muzycy nie zawiedli swoich fanów. I choć można dostrzec różnice w tematyce oraz podkładzie muzycznym z początków kariery Fisza i Emade, ich kawałki wciąż posiadają cechy, które zawsze będą wyróżniać ich z ogółu szarych wokalistów. Nie ma wątpliwości, co do jakości płyty. Ambitne teksty i niebanalna muzyka to cechy, które nie zawiodą nawet najbardziej wybrednego fana. Tematyka płyty sprowadza się do lat młodości muzyków, dzięki czemu możemy poznać ich wspomnienia z lat szkolnych oraz odczucia z perspektywy minionego czasu. Elementem nowym, który z pewnością zaskoczył niejednego wielbiciela, są śpiewane teksty, które pojawiają się w utworach: „Najpiękniejsza kobieta w mieście” oraz „Pani bum bum”. Według mnie pasują one do całości i nadają jej świeżość. Na pewno nie jedna osoba dostrzegła zerwanie z tematyką miłosną, która przeważała na początkowych krążkach. Jest to element, którego mi brakuje, ponieważ utwory tj. „Polepiony” czy „Drewno” to klasyki, których można słuchać godzinami. Były najlepszym dowodem, jak można połączyć hiphopowe brzmienie i głębokie uczucia. Na krążku Heavi Metal teksty traktują kobiety raczej negatywnie, czyli zupełnie odwrotnie niż na poprzednich albumach. Ma to zapewne związek z doświadczeniami muzyków z kobietami w latach szkolnych. Co do muzyki to z każdym albumem nabiera ona nowego brzmienia o co stara się niezastąpiony w tej dziedzinie Emade. Tak jak Fisz zadziwia tekstami, tak Emade podkreśla to naprawdę oryginalną oprawą muzyczną. Nie zawiódł on i tym razem. Muzyka także wiąże się z tematyką płyty. Świadczą o tym charakterystyczne wstawki gitarowe oraz momentami naprawdę ciężkie i „tłuste” bity chwilami wręcz agresywne. Podobne jednak do aranżacji z płyty "Piątek 13". Słowem oldschool. Pasują one jednak do tekstów, które również do najsubtelniejszych nie należą. Emade postarał się jednak, aby na płycie nie zabrakło kultowego brzmienia, w postaci trąbki oraz fortepianu, które odnajdziemy w utworze „Heavi metal”.

Fisz Emade  Recenzja płyty Fisza i Emade Heavi Metal oraz wspomnienia z koncertu

Sukces duetu Waglewskich tkwi nie tylko w nagrywaniu kolejnych fenomenalnych płyt. Sekret tkwi również w koncertach, które dosłownie wbijają w podłogę. Jeżeli myślicie, że nie warto iść na koncert Fisza i Emade, bo jak większość artystów kawałki zagrane na żywo będą brzmieć dokładnie jak na płycie to się poważnie mylicie. Każdy z koncertów jest inny i na każdym widać zaangażowanie muzyków w uczynienie go czymś wyjątkowym. Utwory grane są w zupełnie nowych aranżacjach, przez co tak naprawdę nie mogą się znudzić. Każdy koncert jest inny tak samo jak utwory na nim grane. Wierzcie mi na słowo, byłam na kilku koncertach Fisza i Emade i za każdym razem rozpoznawałam utwór dopiero, kiedy Fisz zaczynał śpiewać. Świadczy to o dużym zaangażowaniu w tworzenie muzyki i dbałość o zadowolenie fanów. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji być na koncercie duetu Waglewskich, to nie zwlekajcie. Kupcie bilet na najbliższy koncert w waszym mieście i po prostu idźcie z nastawieniem na przednią zabawę. Sami przekonacie się, jakie pozostawi na was wrażenie.
Co do płyty, to serdecznie polecam szczegółowe przesłuchanie każdej piosenki. Z pewnością nie będziecie żałować. A dla osób, którym muzyka Fisza i Emade jest nieznana, gorąco polecam zagłębienie się w całą twórczość muzyczną od krążka „Polepione dźwięki” aż po „Heavi Metal”, który swoją drogą jest naprawdę dobry.

komentarze (1)

Tagi: , ,

Contemporary Noise Quintet

dodano: 27 maja 2009 autor: Gabriela Szymaszkiewicz

contemp 290x300 Contemporary Noise Quintet

Na polskiej scenie muzycznej można być albo bardzo znanym, albo nie znanym wcale. Odpowiedzialne za ten fakt są głównie rozgłośnie radiowe, które unikają prezentowania ambitniejszej muzyki. O polskim jazzie można powiedzieć wiele dobrego. Nasi artyści są znani na całym świecie - głównie za sprawą starszego pokolenia. Jest jednak zespół, który nagrał świetną płytę i zasługuje na uznanie: Contemporary Noise Quintet. Zespół został założony w 2006 roku przez braci Kapsa, po rozpadzie grupy Something Like Elvis. Członkowie zespołu określają muzykę, którą grają połączeniem jazzu, muzyki filmowej oraz improwizacji. Pig Inside the Gentleman to jedyna płyta zespołu, który przechodzi zmiany składu. Unaffected Thought Flow wydano pod szyldem Contemporary Noise Sextet, a Theatre Play Music jako Contemporary Noise Quartet.

Płyta Pig Inside the Gentleman jest świetnym dowodem na to, że jeśli chce się stworzyć coś naprawdę dobrego to można to osiągnąć. Utwory zaskakują różnorodnością klimatu i aranżacji, a tytułowy utwór jest małym arcydziełem, którego naprawdę trudno przestać słuchać. Specyfika utworu idealnie pasuje do tytułu; na początku zadziorny i bardzo dynamiczny, później spokojny i opanowany jak prawdziwy gentleman. Dla osób interesujących się jazzem projekt ten z pewnością jest znany, ale Ci którzy jeszcze nie zakosztowali tego gatunku,  dzięki tej płycie w delikatny sposób przenikną do świata jazzu. Jeśli można by opisać to w dwóch słowach powiedziałabym: przystępny jazz. Zdecydowanie polecam całą płytę i ostrzegam: P.I.G uzależnia!

Skład:
* Bartek Kapsa - perkusja
* Kuba Kapsa - pianino
* Tomasz Glazik - saksofon tenorowy, saksofon barytonowy
* Wojciech Jachna - trąbka
* Patryk Węcławek - bas

brak komentarzy (0)

Tagi:

Teledyski według Burzy, czyli jak dźwięk powinien wyglądać

dodano: 18 maja 2009 autor: Izabela Hubala

Dla odwrócenia konwencji artykułów o teledyskach polskich zespołów proponuję krótką historię polskiego twórcy zagranicznych teledysków. I tak oto moi tani – KINGA BURZA. Burza Kinga urodziła się w Krakowie, wychowała w Sydney, ale rozczarowana zawodowa stagnacją na Antypodach w 2005 roku przeprowadziła się do Londynu. Australijska szkoła dała Kindze okazje do zapoznania się ze sztuka reżyserską, ale obraz filmowy bez dźwięku wydawał się jej mniej ciekawy niż filmy krótkometrażowe opatrzone muzyką. Na dobry początek angielskiego życia zrealizowała dwa teledyski do piosenek Jack’a Ladder’a – „Up” i „Black hole blues”. Kolejny rok przyniósł trzy produkcje. Dwa obrazy dla M.Craft – "You Are The Music” i "Sweets":



Teledysk inspirowany latami 70. Przez cały czas trwania piosenki śledzimy i podglądamy długowłosą kobietę, która spaceruje nocą po amerykańsko wyglądającym mieście. Kobieta po prostu korzysta z nocnych ofert metropolii. Całość tworzy przygnębiająco spokojny, spójny obraz o lekko niepokojącym wyrazie. Zniekształcone kolory przywodzą na myśl filmy z barem mlecznym w drugoplanowej roli. W tym samym roku Kinga zrealizowała też klip dla Tilly and the Wall – "Sing Songs Along"



Pełno taneczny i żwawy videoklip z długimi ujęciami i niedyskretnymi przejściami montażowymi. Dowód na to jak filmowy styl Burzy zaczynał się krystalizować w stronę bogatej kolorystyki i amorficznych scenariuszy. Rok 2007 to czas bogaty w filmowe produkcje. Zwłaszcza te tworzone dla Kate Nash, debiutującej w Wielkiej Brytanii wokalistki, która swoimi przewrotnymi tekstami podbiła angielskie listy przebojów. Równie przebojowe teledyski, które zrobiła dla Kate Kinga otworzyły jej wiele drzwi miedzy innymi te na scenę festiwalu festiwali – Glastonbury 2008. Wideoklipy Kate Nash są bardzo charakterystyczne i przedstawiają to, co Burza lubi najbardziej w pracy reżysera.



Dzięki tej piosence Kate miała szanse nagrać debiutancki album, a Kinga na dobre zadomowiła u Nash jako regularny reżyser. Stworzyła też obrazy do "Foundations", "Mouthwash", "Pumpkin Soup". już po pierwszym obejrzeniu widać, że rudowłose artystki obierają świat w podobnej i estetyce i identycznej barwie. Mnogość detali i wszelkich gadżetów. wszędzie jest gęsto do rekwizytów. Im więcej tym lepiej, a już naj, najlepiej jeśli będą to przedmioty pop-kulturowe lecz archaiczne, zapomniane i wyparte przez nowsze technologie. Znamienna jest też bogata kolorystyka. Oczopląsowe barwy kolory tęczy, czasami pastele. Wszystko kobiece i zabawne. Techniki poklatkowe, płynne przejścia montażowe udowodniają, że Kinga Burza potrafi się rozwijać. Kinga Burza stworzyła też klipy dla męskich przedstawicieli muzycznego świata, między innymi dla The Thrills ('Teenagers') i The Rakes – 'We Danced Together':



Owy teledysk należy do moich ulubionych. Kolorystyka spokojniejsza, stonowana do popielatości miasta. Burza jednak nie wyzbyła się krzykliwych gadżetów. Co mnie osobiście cieszy, bo stałymi elementami repertuary tworzy się ikony! Reżyserka umieściła zespół na dachu i kazała im grać tytułową piosenkę, a w dole, miedzy ulicami puściła jakąś parę zakochaną, która w monochromatycznej miejskiej przestrzeni podąża tropem absolutnie kolorowych symboli, a całość takt „We danced together”. Ważne jest to, że zespół architektonicznie góruje nad bohaterami w dole, co zwykle narzucałoby postaciom podległość muzyce. Jednak tropiciele pozostają niezależni i nic z rytmu piosenki sobie nie robią. The Rakes w pierwszej połowie filmu przedstawiani są w bardzo bliskich, intymnych planach nie zdradzających za wiele informacji o przestrzeni okolicznościach w jakiś się znajdują. Druga połowa klipu przynosi rozwiązanie, ponieważ para dochodzi do celu i jak to w teledyskach bywa spotyka akompaniujący im zespół. Ba zespół i jeszcze tańczącą opętańczo grupę. I pojawia się prawdziwa Kinga z burzą konfetti i kolorowych dymów. Na koniec wpadają już tylko militarni wysłannicy do spraw pacyfikacji potańcówek, ale zastana sytuacja ich dosłownie rozbraja. Innymi przedstawicielami płci brzydkiej, z którymi współpracowała Burza są Francuzi z The Teenagers. Ja osobiście bardzo lubię w ponury dzień obejrzeć sobie klip do "Homecoming" bo wzbudza to we mnie nostalgiczne rozbawienie...



Melorecytowana piosenka utrzymana w retro-elektro klimacie, dla której Burza wybrała wizualna stylistykę lat 60. Dużo kolorów, tym razem pastelowych. Muffinki, kwieciste zasłony falbanki, kwieciste tapety, różowe ramki, kwieciste tapczany, pufy, dziewczyny, kwieciste wykładziny, koszmarne aktorstwo, kwieciste narzuty, latające pompony. Przysięgam, to wszystko trzyma się kupy – najświeższy powiew sepii ever! Zabawny i cudowny. Równoległy czasowo klip dla jeszcze jednego faceta 'Merrymaking at My Place' Calvina Harrisa.

Wizualnie bardzo zbliżony do “Homecoming”. Dużo kwiecistych motywów, stare telefony, pastelowe wnętrza. Ale o tyle o ile video dla The Teenagers było statyczne, o tyle produkcja dla Calvina Harris’a to teledysk drogi. Trasa wiedzie labiryntami miedzy kondygnacjami domu, imprezowiczami, a meblami. Klaustrofobiczna podróż; wrażliwszym polecamy doustne środki niwelujące niepożądane efekty choroby lokomocyjnej. Oczywiście jak każda udana podróż tak i ta musiała zakończyć się destrukcją pojazdu. Rok 2008. Jak sama artysta mówi, był to czasem pełnym kontrastów. Z jednej strony realizacja klipu do najgorętszego hitu ubiegłego roku, który został hucznie nagrodzony, a z drugiej strony brak zleceń i zawodowy przestój. Owym nagrodzonym wideoklipem jest obraz do „I kissed the girl” debiutującej Katy Perry, która z śpiewającej chrześcijański pop-rock Katy Hudson zapragnęła przeistoczyć reaktywowaną pin-up girl i grać pop-pop-rock. Kinga wizualnie spełniła jej pomysł, a efekt zna już pewnie większość.

Ot taki osobliwy wieczór, kiedy to przyjaciółki ubrane w misterne gorsety i kabaretki opowiadają sobie o tym, jakie miękkie są kobiece usta. Producenci Katy wiedzieli jak jej dogodzić i wybrali kogoś, kto jak nikt inny ma wyczucie detalu, co dla bruleskowej konwencji jest bardzo ważne: kokardki, obcasy, wachlarze, zapinki, guziczki… wszystko jest na swoim miejscu. Burza w 2008 roku nakręciła też dla innych debiutantek. Pierwszą była nowozelandzka Ladyhawke – "Back of the Van". Mimo, ze wciąż kolorowy to jednak kolorowy inaczej. Przypomina mi trochę wczesne teledyski Duran Duran i ogólnie klipy z lat 90. Bardzo stylowo, filmowanie pod światło i gwiezdne tło. Zobrazowała tez debiut La Roux- "Quicksand". Surrealistyczna plaża, lenistwo i radosny smutek – każdy artysta chciałby mieć taki klip! Świeżutko, parno i ta wielka papuga… Końcówka 2008 przyniosła realizacje teledysków dla dwóch artystów, którzy już dość silnie zakotwiczyli się już na miedzy narodowym rynku muzycznym. Po pierwsze James Blant i „Love, Love, Love”. Moim zdaniem puki co to najlepszy klip Kingi. Megakolorowy, nawiązujący do stylistyki beatlesowskiej, kiedy to wideoklipy kręciło się w studio z takimi śmiesznymi podwyższeniami. To właśnie ten typ tyle, że w pastelach. Drugi to Will Young - "Grace", którego obrazu nie skomentuję, ale nie ze względów artystycznych, lecz ze względów dystrybucyjnych. Nie udało mi się obejrzeć „Grace”, ponieważ „Film jest niedostępny w Twoim kraju”… 2009 rok Kinga rozpoczęła dwoma obrazami. Jeden to futurystyczny teledysk drogi dla La Roux - "In For The Kill", drugi to debiutanckie Noisettes - "Don't Upset the Rythm".

La Roux - “In For The Kill”

Noisettes - “Don’t Upset the Rythm”

Bardzo obiecujący zespół w wyjątkowych okolicznościach. Bardzo estetyczny I przyjemny klip z wyważonym monochromem i pełno kolorowa paleta barw. Mnie – fanatyczkę perkusji - osobiście zachwycił zestaw transparentnych bębnów wypełnionych malinowymi piłeczkami. Jak tu nie kochać iluzji kina – normalnie taki zabieg zniszczył by wszelki odsłuch… A może to jest najlepsze działo Kingi...

Podsumowując można mieć pewien problem z charakterystycznym dla podsumowań elementem, czyli klasyfikacją. Prac Kingi Burzy zaszufladkować nie jest tak prosto, ale można wymienić parę bardzo osobliwych dla niej punktów:
1. K. B. ma skłonności do kolorystycznego przepychu;
2. K. B. czyni świat takim, jakim widział go David Bowie podczas „Heroes”;
3. K. B. uwielbia gadżety!;
4. K. B. rozumie, że klip to autonomiczne dzieło, które istnieje dla piosenki;
5. K. B. ma naturalnie zachowuje intuicję i asertywność w doborze zleceń.

brak komentarzy (0)

Tagi: , , , ,

The Car Is On Fire

dodano: 16 maja 2009 autor: AngelOfHarlem

carisonfire artykul The Car Is On Fire

Jeśli ktoś jeszcze nie zna tego świetnego polskiego zespołu to czas najwyższy aby go poznać.

Został założony w 2002 roku w Warszawie. Nazwa pochodzi od pierwszych słów utworu The Dead Flag Blues z albumu F#A#∞ grupy Godspeed You! Black Emperor. TCIOF tworzy muzykę dość unikalną stylistycznie jak na polskie warunki, łączącą w sobie melodyjność popowych kompozycji z punkowym „chuligaństwem” gitarowym oraz psychodelię rodem z Radiohead czy Blur. To nowatorskie brzmienie można zakwalifikować jako rock alternatywny bądź indie rock. Teksty są w języku angielskim. Muzycy przyznają się do inspiracji takimi wykonawcami jak: Les Savy Fav, Wrens, Modest Mouse, The Stooges czy The Clash. Grupa swą twórczością prezentuje bardzo wysoki poziom, i to nie tylko na skalę krajową, ale i światową. W swojej dotychczasowej karierze zdobyła wiele prestiżowych nagród m.in.: w podsumowaniu tygodnika „Przekrój” nagroda w kategorii Płyta roku 2006 dla albumu Lake & Flames, czy pierwsze miejsce w plebiscycie audycji Program alternatywny radiowej Trójki w kategorii Polskie płyty 2006 dla tego samego krążka. Brała również udział w największych krajowych festiwalach muzycznych np.: Przystanek Woodstock, Off Festival czy Open’er Festival.

Aktualny skład ekipy tworzą: Kuba Czubak (bas, wokale), Jacek Szabrański (gitara, wokale), Michał Pruszkowski (gitara, wokale), i Krzysztof Halicz (perkusja, wokale).

Zespół jak do tej pory wydał dwa albumy studyjne:

The Car Is On Fire (2005) – z tej płyty pochodzą dwa single: Cranks i Miniskirt.

Lake & Flames (2006) – wyprodukowany przez Leszka Biolika (Republika), zawiera on trzy single: Can’t Cook (Who Cares?), Neyorkewr oraz Oh, Joe. Album ten został nagrodzony Fryderykiem w kategorii Album Roku Muzyka Alternatywna. A oprócz polski został wydany także w Japonii.

Magazyn „Przekrój” określił podpisanie kontraktu pomiędzy EMI Music Poland, a zespołem The Car Is On Fire mianem „najlepszej decyzji całego polskiego przemysłu fonograficznego ostatnich lat”.

Kilka minionych miesięcy grupa spędziła w studiu. I to nie byle jakim studiu! Nad najnowszym materiałem pracowała w Soma Studio w Chicago pod okiem samego Johna McEntire. Jest on legendarnym producentem, realizatorem dźwięku i muzykiem amerykańskiej sceny alternatywnej. Uważa się go za jedną z najbardziej wpływowych osób na skalę światową, w tym środowisku.

Owoc współpracy TCIOF i McEntier’a ujrzy światło dzienne 22 maja 2009 i będzie nosić tytuł „Ombarrops!”. Wiadomo już, iż znajdzie się na nim dwanaście kompozycji.

A więc z niecierpliwością czekamy na premierę nowego albumu, a zespołowi życzymy jak największych sukcesów!

Oficjalna strona zespołu: www.thecarisonfire.com

brak komentarzy (0)

Tagi: , ,

Sentyment, nie iluzja - "Iluzjon cz. I" Reni Jusis

dodano: 05 maja 2009 autor: Izabela Hubala

iluzjon reni jusisimages big2864447041 Sentyment, nie iluzja   Iluzjon cz. I Reni Jusis
Kiedy słuchałam przedostatniej płyty artystki  „Magnes” odczuwałam niedosyt, a Reni Jusis miałam za najlepszą polską wokalistkę śpiewającą na przesterze i nie odważyłabym się wypowiedzieć na głos moją fantastyczną wizję co by się na śmieszność nie wystawiać. Nie wierzyłam, że klubowa ikona mogłaby zmienić stylistykę i zaśpiewać „czystym” głosem. Moje marzenie było piękne, ale jak zdawało mi się nie realne, bo jak to tak Reni miałaby zamienić elektro na jakąś inną konwencje? Na akustykę? I jakież było moje zdumienie niezwerbalizowanego pragnienia, kiedy nagłówki gazet krzyczały, ze oto Zakręcona przeprosiła się z fortepianem i nagrywa zupełnie inną płytę.

„Iluzjon” przekreśla wszystkie obiegowe opinie, jakie zgromadziły się wokół Reni przez ostatnich dziesięć lat. To nie jest już ta sama Zakręcona Renata, która w neonowych lateksach przemierzała klubowe podesty. „Iluzjon część 1” pozwala poznać nam Reni, jakiej do tej pory nie widywaliśmy. To bardzo „przybliżający” album. Bliżej głosu, bliżej fortepianu, a przede wszystkim bliżej dojrzałych kobiecych myśli o życiu, miłości, prywatności i showbiznesie.

Artystka porzuciła wszelkie zasłony głosowe zniekształcające jej głos. Na nowej płycie śpiewa pełną, spokojną piersią. To cudowna odmiana usłyszeć ten sam głoś, znany od dziesięciu lat, w zupełnie nowych okolicznościach. Ciepły, delikatny melancholijnie łączy się z fortepianem. Wybór instrumentu przewodniego był spełnieniem wieloletniego pragnienia Reni o komponowaniu na szlachetnych klawiszach fortepianu, na których zaczynała artystyczną przygodę w szkole muzycznej. Dekada rozłąki z instrumentem przyniosła intensywne melancholijne kompozycje. Jednak fortepian to nie jedyny instrument jaki można usłyszeć. Towarzyszą mu akordeon, pedał steel guitar, melotron, cymbały wileńskie, wibrafon, celesta, organy Hammonda i piano Rhodesa.

Album otwiera kompozycja „Delirium” – w całości instrumentalna, utrzymana w klimacie kobiecego floydyzmu. Zaprasza do spokojnego zagłębienia się w materiał i wprowadza do promującego „Iluzjon” singla – „A mogło być tak pięknie”. Cytując fragment tekstu: „oto dla miłości requiem”. Najpiękniejsza piosenka opatrzona teledyskiem na miarę filmu krótkometrażowego. Kolejny utwór, który nazywa się dokładnie tak samo jak płyta opowiada o przemianie, jaka dokonała się w Reni Jusis, tłumaczy dlaczego oderwała się od elektroniki. Nie zdradzę, do jakich wniosków dochodzi artystka, pozostawiam to Waszej wrażliwości na metafory. „Dwoje na huśtawce” inspirowane sztuką teatralną Wiliama Gibbona, dokładnie oddaje to jak czujemy się podczas jazdy kolejka górską i podczas bycia w związku. Kto by pomyślał, że to te same wrażenia… W „Ostatecznym starciu” Reni Jusis miała okazję pracować ze Staszkiem Soyką, którego często wskazuje jako swojego ulubionego artystę. Tekst opowiada po prostu o publicznym praniu uczuciowych brudów. Zawsze kiedy tego słucham nasuwa mi się taka refleksja, że kto jak kto, ale Reni ze swoim zdystansowaniem do plotkarskich aren, ma wszelkie prawo aby krytykować świat, o którym śpiewa. „Powiedz, kto dziś jeszcze posłuchać chce smutnej dziewczyny przy fortepianie skoro gwiazdy dziś tańczą na głowie i robią szpagat na śniadanie(…)” tak zaczyna się kolejna piosenka i ja lepiej niż cytat nie umiem jej skomentować. „Nie umiem już kochać” to duet Reni Jusis z mężem, Tomaszem Makowieckim. Można doszukiwać się tu wpływów Makowieckiego na Reni jednak, po co? To po prostu ładna piosenka gdzie kobieta ma wątpliwości i trudności, a mężczyzna robi to, co każdy prawdziwy, kochający mężczyzna powinien robić i mówić swojej kobiecie. „Osiem minut” kompozycja i wykonanie przy współudziale Gaby Kulki. Kobiety przez uroczą kobiecą harmonię mówią, że jednak trzeba zwolnić i pocieszyć się życiem „nim ciemności spadną”. „Był sobie paź” – historia o nim, „Panna z bagien” – moja ulubiona z całej płyty, historia o niej, „Kurtyzana” zamyka kompletny album wyciszonym, naturalnym wokalem.

Mam taką teorie dotyczącą rozwoju artystycznego, gdzie uważam, że każdy nowy krok, poszukiwanie i sięganie dalej zapewnia większy rozwój artystyczny, niż nawet najlepsze kompozycje oparte o dotychczas sprawdzone rozwiązania i powielanie samego siebie, bo to mimowolny regres. Cieszy fakt, że Reni Jusis w takim stylu świętuje dekadę działalności muzycznej bo "Iluzjon część 1" to piękna płyta dojrzałej kobiety; krążek, który niesie radość w życiowej mądrości i melancholię w życiowej prawdzie.

Nie mogę doczekać się trasy koncertowej po starych kinach w całej Polsce.

brak komentarzy (0)

Tagi:

GATE - Mistyczna Brama

dodano: 04 maja 2009 autor: Izabela Hubala

gatec 300x186 GATE   Mistyczna BramaW środkowej części Polski jest województwo mazowieckie, a w nim położone nad Wisłą miasto Płock. Miasto, które w nurcie muzyki metalowej wydało tyle zespołów ile Manchester w szeroko pojętej muzyce gitarowo-rozrywkowej. W 1991 roku GATE postanowili kultywować płockie tradycje ciężkiego grania, połączyli siły z toruńskimi pobratymcami i ochoczo przystąpili do thrashowego marszu o sukces.

Pierwszym, zaangażowanym krokiem było demo „Uwolniony” z 1992 roku. Sześć piosenek, w których skonfrontowały się zdecydowane, męskie kompozycje z melodyjnym, kobiecym głosem. Owo zderzenie ostatecznie zdeterminowało brzmienie GATE, a komentatorom stworzyło problem w definiowaniu ich stylu i ujęciu w ryzach kategorii gatunkowej. Faktycznie było to nie lada problem biorąc pod uwagę liryczność wokalistki, charyzmatyczne gitary, rasową perkusję, racjonalne dawkowanie thrashu, pozytywny przekaz tekstowy, swobodę twórczo-perfomacyjną, lekkość w łączeniu kultywacji gatunku, a satysfakcji odbioru. Debiut GATE oceniany był jako „obiecujący”, urzekli recenzentów kategorialną nieuchwytnością, pomimo tego, że dopiero zaczynali uczyć się metalowego rzemiosła. Ponadto jako debiutujący ustrzegli się stereotypowych kompozycji opartych na wybitnie szybkich zdolnościach manualnych, męczącym ogrywaniu trzech akordów, „darciu mordy” tudzież aparatu gardłowego i podziale moll/dur. GATE po prostu dali słuchać się z przyjemnością.

W muzycznej rozrodczości Płocka wraz z GATE pojawiła się też innowacja – pierwsza śpiewająca dama, Agnieszka. Jej energia i talent została zarejestrowana podczas sesji zespołu w 1993 roku. Pierwszy profesjonalny materiał muzyczny GATE udokumentowali pod okiem Roberta Brylewskiego w studio Złota Skała. Owa współpraca przyniosła im pozytywne opinie polskich krytyków, ale nie tylko, ponieważ przychylne głosy płynęły nawet z Hiszpanii i Portugalii. Zalegalizowanie „Uwolnionego” nie doszło do skutku, ale wywołane zamieszanie wokół grupy pozwoliło na granie coraz większej liczby koncertów. GATE mieli okazję zaprezentować się przed Skywalker, Sexbomba, Illusion, John Porter, Sweet Noise, Closterkeller oraz Acid Drinkers.  Brali też udział w festiwalach, miedzy innymi w Jarocinie, Węgorzewie, Mayday Rock Festiwal i Rock Festiwal. GATE doskonale zdaje sobie sprawę, że sensem istnienia zespołu jest koncertowanie. Po prostu wyznają zasadę, że miejscem gdzie dokonuje się ostateczne spełnienie idei bycia zespołem i tworzenia muzyki jest scena. To właśnie w imię Estrady byli w stanie pokazać środkowy palec uzurpatorskim firmom fonograficznym i ich kontraktom.

Pomimo tego, że współpraca z wytwórniami fonograficznymi nie układała się pomyślnie zespół nie stracił determinacji i postanowił wydać debiutancką płytę samodzielnie. Niesieni idealistycznymi poglądami i pragnieniem grania jak największej liczby koncertów wydali legalny debiut za własne pieniądze i nazwali go „W duchu niewinna”. Za swoją konsekwentną postawę zyskali w oczach opinii publicznej ogromne uznanie. GATE zaczął coraz częściej figurować w prasie, ale nie tylko. Gościły ich radia i telewizja. Nie zawiódł Program Trzeci Polskiego Radia, o emisję pokusiło się RMF/FM, odważyła się też Rozgłośnia Harcerska. Telewizja TVP w 1996 roku zrealizowała nawet teledysk do „W duchu niewinna”.

Przez kolejne dwa lata GATE ciężko pracował nad drugą, jak zwykło się mówić najbardziej problematyczną płytą. Materiał udało się zarejestrować jako demówkę, a propozycji koncertowych ciągle nie brakowało. W 1999 roku GATE powrócił do wspomnianego już Roberta Brylewskiego, aby skonsumować demo i tak jak poprzednio wydać je własnymi środkami. Dziesięć piosenek -  zaśpiewanych tym razem przez Marcina Kołeckiego, który początkowo grał tylko na gitarze - stworzyło drugi oficjalny album nazwany „dziki”.

GATE pozostają zespołem niezależnym i niezwiązanym z żadną wytwórnią płytową. Trzecią płytę „Machinacje” promowali od 2006 roku, aż do zmian personalnych. Marcina na wokalu, zastąpiłą nowa kobieta GATE'u Magdalena Cyrklaff, która swoim głosem wspiera zespół i razem z nimi przygotowuje czwarty album - "Live in Radio". Jak można łatwo wywnioskować z dostępnych na myspace'owej witrynie zespołu utworów, kolejna płyta będzie bogatsza o anglojęzyczne teksty. W sferze koncertowej GATE także nie próżnuje. Niedawno skończyli ogólnopolską trasę koncertowa w ramach Spring Blizzard Tour 2009, podczas której wraz z zespołami Kruk i Pathfinder odwiedzili między innymi Ostrów, Konin, Wrocław, Poznań, Bielsko-Białą, Kraków i Warszawę.

Wkrótce na portalu dźwiekownia.pl będzie można przeczytać wywiad z członkami zespołu GATE. Wypytam ich o nowy album, plany koncertowe i pogląd na fonograficzny biznes w Polsce. Jednak tymczasem zapraszam na myspace GATE’u oraz oficjalną stronę internetową gdzie można zobaczyć więcej zdjęć i zamówić niedostępne w regularnej sprzedaży albumowe dokonania tej płockiej grupy.

http://www.myspace.com/gatepl

http://www.gate.w.interia.pl

brak komentarzy (0)

Tagi: , , ,

Krakowski zespół Dr. Zoydbergh doczekał się płytowego debiutu.

dodano: 01 maja 2009 autor: Dr. Zoydbergh

dr zoydbergh 300x199 Krakowski zespół Dr. Zoydbergh doczekał się płytowego debiutu.Pod koniec marca nakładem wydawnictwa Vintage ukazał się album "Handmade Songs". Na krążku znalazło się 10 kompozycji utrzymanych w przewrotnej, eklektycznej stylistyce. "Ręcznie robione piosenki" przypadną na pewno do gustu wszystkim miłośnikom twórczości Mr. Bungle, Primusa czy Franka Zappy.

Na płycie oprócz nagrań audio znalazły się również wersje mp3 utworów, przygotowane z myślą o "internetowych piratach". Dodatkowo do wydawnictwa dołączono dwa krótkie filmy dokumentujące pracę w studiu. Więcej informacji na temat krążka znaleźć można pod tym adresem:

przod 300x273 Krakowski zespół Dr. Zoydbergh doczekał się płytowego debiutu.
www.drzoydbergh.com

Płyta dostępna na:
www.sklepplytowy.pl

Oto pełna lista utworów z "Handmade Songs":

"Fear And Loathing In Vetlinas"
"Everything"
"Johnnie The ..."
"Slide"
"Fist of The Beast"
"A.S.S"
"Second To None"
"There's No Song Without Lyrics"
"That's The Way"
"Techno"

brak komentarzy (0)