
Kiedy słuchałam przedostatniej płyty artystki „Magnes” odczuwałam niedosyt, a Reni Jusis miałam za najlepszą polską wokalistkę śpiewającą na przesterze i nie odważyłabym się wypowiedzieć na głos moją fantastyczną wizję co by się na śmieszność nie wystawiać. Nie wierzyłam, że klubowa ikona mogłaby zmienić stylistykę i zaśpiewać „czystym” głosem. Moje marzenie było piękne, ale jak zdawało mi się nie realne, bo jak to tak Reni miałaby zamienić elektro na jakąś inną konwencje? Na akustykę? I jakież było moje zdumienie niezwerbalizowanego pragnienia, kiedy nagłówki gazet krzyczały, ze oto Zakręcona przeprosiła się z fortepianem i nagrywa zupełnie inną płytę.
„Iluzjon” przekreśla wszystkie obiegowe opinie, jakie zgromadziły się wokół Reni przez ostatnich dziesięć lat. To nie jest już ta sama Zakręcona Renata, która w neonowych lateksach przemierzała klubowe podesty. „Iluzjon część 1” pozwala poznać nam Reni, jakiej do tej pory nie widywaliśmy. To bardzo „przybliżający” album. Bliżej głosu, bliżej fortepianu, a przede wszystkim bliżej dojrzałych kobiecych myśli o życiu, miłości, prywatności i showbiznesie.
Artystka porzuciła wszelkie zasłony głosowe zniekształcające jej głos. Na nowej płycie śpiewa pełną, spokojną piersią. To cudowna odmiana usłyszeć ten sam głoś, znany od dziesięciu lat, w zupełnie nowych okolicznościach. Ciepły, delikatny melancholijnie łączy się z fortepianem. Wybór instrumentu przewodniego był spełnieniem wieloletniego pragnienia Reni o komponowaniu na szlachetnych klawiszach fortepianu, na których zaczynała artystyczną przygodę w szkole muzycznej. Dekada rozłąki z instrumentem przyniosła intensywne melancholijne kompozycje. Jednak fortepian to nie jedyny instrument jaki można usłyszeć. Towarzyszą mu akordeon, pedał steel guitar, melotron, cymbały wileńskie, wibrafon, celesta, organy Hammonda i piano Rhodesa.
Album otwiera kompozycja „Delirium” – w całości instrumentalna, utrzymana w klimacie kobiecego floydyzmu. Zaprasza do spokojnego zagłębienia się w materiał i wprowadza do promującego „Iluzjon” singla – „A mogło być tak pięknie”. Cytując fragment tekstu: „oto dla miłości requiem”. Najpiękniejsza piosenka opatrzona teledyskiem na miarę filmu krótkometrażowego. Kolejny utwór, który nazywa się dokładnie tak samo jak płyta opowiada o przemianie, jaka dokonała się w Reni Jusis, tłumaczy dlaczego oderwała się od elektroniki. Nie zdradzę, do jakich wniosków dochodzi artystka, pozostawiam to Waszej wrażliwości na metafory. „Dwoje na huśtawce” inspirowane sztuką teatralną Wiliama Gibbona, dokładnie oddaje to jak czujemy się podczas jazdy kolejka górską i podczas bycia w związku. Kto by pomyślał, że to te same wrażenia… W „Ostatecznym starciu” Reni Jusis miała okazję pracować ze Staszkiem Soyką, którego często wskazuje jako swojego ulubionego artystę. Tekst opowiada po prostu o publicznym praniu uczuciowych brudów. Zawsze kiedy tego słucham nasuwa mi się taka refleksja, że kto jak kto, ale Reni ze swoim zdystansowaniem do plotkarskich aren, ma wszelkie prawo aby krytykować świat, o którym śpiewa. „Powiedz, kto dziś jeszcze posłuchać chce smutnej dziewczyny przy fortepianie skoro gwiazdy dziś tańczą na głowie i robią szpagat na śniadanie(…)” tak zaczyna się kolejna piosenka i ja lepiej niż cytat nie umiem jej skomentować. „Nie umiem już kochać” to duet Reni Jusis z mężem, Tomaszem Makowieckim. Można doszukiwać się tu wpływów Makowieckiego na Reni jednak, po co? To po prostu ładna piosenka gdzie kobieta ma wątpliwości i trudności, a mężczyzna robi to, co każdy prawdziwy, kochający mężczyzna powinien robić i mówić swojej kobiecie. „Osiem minut” kompozycja i wykonanie przy współudziale Gaby Kulki. Kobiety przez uroczą kobiecą harmonię mówią, że jednak trzeba zwolnić i pocieszyć się życiem „nim ciemności spadną”. „Był sobie paź” – historia o nim, „Panna z bagien” – moja ulubiona z całej płyty, historia o niej, „Kurtyzana” zamyka kompletny album wyciszonym, naturalnym wokalem.
Mam taką teorie dotyczącą rozwoju artystycznego, gdzie uważam, że każdy nowy krok, poszukiwanie i sięganie dalej zapewnia większy rozwój artystyczny, niż nawet najlepsze kompozycje oparte o dotychczas sprawdzone rozwiązania i powielanie samego siebie, bo to mimowolny regres. Cieszy fakt, że Reni Jusis w takim stylu świętuje dekadę działalności muzycznej bo "Iluzjon część 1" to piękna płyta dojrzałej kobiety; krążek, który niesie radość w życiowej mądrości i melancholię w życiowej prawdzie.
Nie mogę doczekać się trasy koncertowej po starych kinach w całej Polsce.